Damian Moskalski Blog (DMB)

życie nie tylko po to jest, by brać

Siedzę właśnie w domu, oczekując na jutrzejszy dzień, a w międzyczasie, w Warszawie odbywa się Orange Warsaw Festival. Sam zestaw wykonawców niczego sobie, ale najbardziej zaciekawił mnie występ Edyty Bartosiewicz, pierwszy większy koncert po latach nieobecności. Mówi się o niej – diva polskiego rocka i rzeczywiście coś w tym jest.

Osobiście uważam ją za najbardziej charyzmatyczną wokalistkę na polskiej scenie, z hipnotyzującym głosem i niesamowitym wyczuciem. Ze swoimi tekstami jest tak blisko nas, blisko ludzi, że aż dziw bierze, że zniknęła na tyle lat. We mnie powstał tak dziki głód jej nowych kawałków, że jestem sobą zaskoczony. Chyba pierwszy raz w życiu tak bardzo źle czuję się, że nie jestem tam, pod sceną, by zobaczyć i posłuchać tego, czym Edyta raczy publikę.

W samej Edycie oprócz jej talentu, przekonuje mnie skromność przy jednoczesnym zdrowym podejściu do własnej wartości, taki szczery zachwyt talentami większych od siebie, ta pokora, ta zwyczajność, która… jest wyjątkowa. Czas pokaże, co wyjdzie z jej powrotu, ale myślę, że będzie naprawdę dobrze, dojrzalej i ciekawiej niż dotychczas. Nowa płyta pt „Tam dokąd zmierzasz” wychodzi na jesień. Chętnie kupię swój egzemplarz i… zaproszę Edytę na koncert do Krakowa :)

Na koniec polecam wywiad z Edytą przeprowadzony przez Piotra Metza: http://orangewarsawfestival.tvn.pl/

Właśnie dotknąłem mini-problemu – gdzie kupić AutoCADa?

Przeglądam listę dealerów i mam swoje typy, ale może macie różne doświadczenia, z których mógłbym skorzystać. Interesuje mnie wersja LT, ponieważ 3D nie będzie potrzebne w pierwszej fazie.

Przy okazji, jak myślicie, czy Sony VAIO VGN-NR32L poradzi sobie w swojej podstawowej konfiguracji z obsługą AutoCADa LT 2010/2011, czy lepiej jednak szukać niższej wersji?

Będę wdzięczny za każdą wypowiedź :)

Jak widać, znów zmieniłem nieco styl. Tak naprawdę to jestem w temacie nieco pogubiony. Szukałem czegoś ciekawego, co jednocześnie będzie funkcjonalne, a przy okazji nie zalatuje tandetą. Moje poczucie estetyki jest dosyć kapryśne, ale nie wybredne, dlatego mimo wszystko postanowiłem wybrać dosyć popularne ubranko dla mojego bloga. Style zwie się ARJUNA.

Spodobało mi się, że jest bardzo dopracowany, kompatybilny z najnowszą wersją WP i do tego całkiem elastyczny. Wystarczy poklikać mychą i większość opcji da się ustawić „od ręki”. Co tu dużo mówić – chyba znalazłem wreszcie coś dla siebie. Pozostało mi „tylko” logo… Może ktoś z Was mi zaprojektuje? Z racji mojej ksywki mogłoby to być coś z muchą/moskitem :) Oczywiście nie za darmo… za piwko! :D

To, że żyję w Polszy wiem nie od dziś. To, że teoretycznie to katolicki kraj w 90% też wiem. Ale, że ludziska są aż takimi debilami – tego nie wiedziałem. Miałem świadomość ciasności opaski na mózgu u wielu osobników, ale to, co się dziś działo to była jakieś apogeum masakry.

Andrew trafił w dziesiątkę.

czytaj dalej…

Ostatnio dużo jeżdżę autobusami. Jakby nie było najlepszy środek komunikacyjny w Krakowie, bo i drogi dobrze oznaczone, i kierowcy jakoś bardziej życzliwi dla autobusiarzy, a ja sam nawet byłem uczony na kursie prawa jazdy, że busman nie ma pierwszeństwa, ale… puścić go powinienem. I dobrze – mogę puszczać, ponieważ trzeba sobie pomagać na drodze.

Wracając jednak do jazdy autobusem: zazwyczaj jeżdżę bardzo wcześnie lub bardzo późno. Obie pory mają swoje wady i zalety. Główną zaletą jest to, że teoretycznie może być chłodniej niż każdą inną porą, jest też cicho i spokojnie, ponieważ pasażerowie albo wracają zrąbani po 13 h pracy do domu, albo jadąc do pracy jeszcze dobrze się nie rozbudzili.

I wszystko byłoby przepiękne, gdyby nie to, że w autobusie rozchodzi się WSZECHOBECNY SMRÓD!

czytaj dalej…

No i dopadł także mnie, nasz wspólny wróg – cholesterol. Niby jestem jeszcze przed 30stką, niby jestem zdrowy, a tu przy badaniach okresowych – klops! „Wyrok” doktora zabrzmiał złowrogo: Wszystkie współczynniki cholesterolowe ma Pan albo za niskie, albo za wysokie, dlatego przechodzi Pan od dziś na dietę.

Nie chciałem, ale niestety… mam. Moje szybkie życie, nieprzespane noce, częste picie alkoholu nawet w małych ilościach to sprawiło. Kultowa frytura z białym + posejdon czy zapiekanka z indykiem z dużą ilością białego też. W zamian za to dostałem całą stertę ulotek, których tytuły także nie są pocieszające: Walcz z miażdżycą, Nie dopuść do zawału serca… No ogólnie rzecz biorąc – przykra rzecz, jednakże w tej mojej makulaturze można znaleźć wiele ciekawych informacji, które paradoksalnie wzajemnie się wykluczają.

Pytanie na ten niedzielny dzionek brzmi: kto pisze te ulotki i dlaczego nikt nie weryfikuje ich treści?

czytaj dalej…