Na początek teaser nowego filmu dokumentalnego o polskich blogerach:
Autorzy pomysłu trafili w dziesiątkę. Zadali sobie pytanie – kto to jest bloger, co może zrobić, na jakie sfery wpłynąć, czy jest rzetelny, czy to już dziennikarz etc. etc. Jestem bardzo ciekawy samego dokumentu, zwłaszcza, że zagrali krytyczną postawą Żakowskiego, którego osobiście bardzo cenię jako dziennikarza. Wydaje mi się, że film nie odpowie na nurtujące nas pytania, ale przynajmniej opisze nieco sytuację okiem profesjonalistów (bo kogo spytać, jeśli nie dziennikarza, co o tym myśli, wszak blogerowi chyba do tego zawodu najbliżej).
Z drugiej jednak strony przez to, że Internet jest póki co wolny, a przynajmniej takie sprawia wrażenie, pierwsze słowa z teasera nabierają mocnego znaczenia:
nam więcej wolno, ponieważ nie mamy kagańca, no kto nas może wyłączyć?
I tu sobie zadaję pytanie – czy rzeczywiście tak jest dobrze. Z jednej strony bardzo cenię sobie niezależność, zwłaszcza myślenia i wypowiedzi, a blog właśnie daje taką możliwość. Z drugiej strony takie buńczuczne stwierdzenie może w następstwie spowodować duże kłopoty w perspektywie czasu. Aktualne prawo nie radzi sobie do końca z tym, kto jest publiczną osobą, jakie słowa już kogoś urażają, a jakie jeszcze nie, ponieważ owe prawo nie nadąża za agresywnymi zmianami dziejącymi się głównie w internecie. Tylko czy aby czasem blogerzy na tym nie korzystają? Co będzie jeśli ktoś się wreszcie weźmie za ten syf, który znajduje się w Internecie i wymyśli coś, co będzie kontrolować treść, a już przynajmniej będzie weryfikować, czy ktoś może tak, czy nie może? Do takich czasów jeszcze trochę pożyjemy w bezkrólewiu, ale boję się tego, że dzieciaki zamiast książki wiadomego pochodzenia, sprawdzone pod względem merytorycznym, zaczną czytać blogi, w których KTOŚ będzie mógł pisać dokładnie to, co mu się przyśni.
Odpowiadając na pytanie z tematu – są szanse na to, by film był obiektywny. Szkoda, że na razie nie wiadomo, kiedy premiera.
Podobne wpisy:

Wydaje mi się, że czas „bezkrólewia” może nie trwać długo. W końcu podczas ostatniej kadencji partia rządząca próbowała ograniczyć swobodę wypowiedzi w internecie pod płaszczykiem walki z pedofilią.
@Kamil: we wszystkim ważny jest umiar, nie mieszałbym do tego polityki, bo tam o umiar niezwykle trudno. Dopóki akceptowalne i bezkarne jest pisanie debilizmów, a „cenzura moralna” nie ogranicza przekleństw czy chamskich zagrywek korzystających z najbardziej podstawowych instynktów – będzie źle i tylko gorzej. Może przerysowuję sprawę za bardzo, ale naprawdę miejsc w Internecie jest wiele. Dobrych miejsc, z rzetelnymi informacjami, a nawet sensownymi z punktu widzenia logiki wypowiedziami choćby w postaci felietonów – jeszcze mniej. Jak szukać? Jak rozróżniać? Oczywiście – ktoś powie, że z pomocą własnej oceny, ale to by było zbyt proste, aby było możliwe, stąd zalew syfu.