Zastanawiające jest, że coraz częściej dowiadujemy się o tym, jak to polskie jest niedobre, bo pochodzi z Polski. Nie od dziś wiadomo, że naród nasz przesadnie nie dba o szczegóły, a to przecież one są najważniejsze (nie tylko w produkcji przedmiotów, rzetelności usług, ale i w związkach damsko-męskich). Może dlatego lepiej chwalić cudze, a swoje mieć tak daleko, jak znajdują się domki w Słupsku.
Co mnie skłoniło do refleksji, dlaczego nie lubimy tego, co nasze? Sam bym się nie spodziewał, że to mogą być Juwenalia.
Przeglądałem komentarze do programu tegorocznych Juwenaliów w Krakowie. Większość to wielkie utyskiwanie, że ciągle są te same zespoły, że w Warszawie mają lepiej, że to kicha jakaś z miejscem (bo jak to możliwe, żeby było tyle imprez w różnych miejscach)…
Z kilkoma faktami nie sposób się nie zgodzić:
- od dobrych kilku lat na Juwenaliach Krakowskich grają czołowe zespoły polskie
- jest wiele imprez w różnych miejscach (ponieważ do tej pory każdy sobie rzepkę skrobał na swojej Uczelni)
- oprócz dużych scen, były organizowane również dużo mniejsze z muzyką niekomercyjną, niszową.
Dlaczego więc trzeba robić z Juwenaliów, czyli święta studenckiego – kolejny komercyjny (mam na myśli z komercyjnymi gwiazdami spoza polskich granic) festiwal za grubą kasę, aby zaspokoić tych wszystkich narzekaczy? Dlatego, że to „się sprzedaje” masom.
Może jestem staroświecki, ale dla mnie student nie był nigdy masą. Od niego właśnie wymagało się więcej, oczekiwało wyższego poziomu, aktywności intelektualnej i umiejętności zrozumienia istoty popowej papki i wartościowych zjawisk. Ciężko teraz znaleźć gatunki sztuki niesympatyzujące z popem lub nawet ocierające się o kicz, ale dopóki są środowiska stojące na straży jakości (i tu jest pole do popisu dla studentów, czyli przyszłej elyty), dopóty będziemy mogli czuć, że nie żyjemy wśród samych idiotów.
Tymczasem przeciętny student chce być masą. Ciemną masą, bo tak jest łatwiej. Ba! Dobrze być ciemną masą za grube pieniądze! Stać nas na wielkie festiwale! Stać nas na same wielkie zagraniczne gwiazdy na Juwenaliach! Stać nas na ten BIG WORLD!
Chciałbym, żeby było nas stać jeszcze na coś, na co póki co nas nie stać: dystans, krytykę bezkrytycznego podążania za modą, dawanie sobie wyboru przez poszerzanie horyzontów, a nie ich zawężanie, oraz najważniejsze – aby mieć własne (niemodne) zdanie.
Podobne wpisy:
