Jest niedziela i piękne zimne Słońce w Krakowie. Taka z jednej strony pobudzająca, ale i w jakiś sposób melancholijna pogoda skłoniła mnie, by sięgnąć po stare dobre i sprawdzone płytki. Na ruszt wezmę fragmentOrchestra ze swoją jedyną płytą o tym samym tytule oraz Jaga Jazzist – What We Must.
Płytka z 2002 roku. Poznałem ją dzięki jednemu z „sieciowych” kolegów, który odtwarzał z niej utwory w swojej autorskiej audycji. Makak, czy Makofonia?! Nie pamiętam. Niemniej płytka przykuła moją uwagę ze względu na swój chilloutowy charakter. Chilloutowy jednak nie oznacza, że prosty. Jak się okazało, motorem napędowym zespołu jest duet – Luca Pernici oraz Giulio Cesare Vetrone. Panowie pochodzą z Włoch i obydwaj mają fioła na punkcie łączenia tradycyjnych środków muzycznych z elektroniką. Luca studiował grę na pianie i solfeż, Giulio rozpoczął naukę na skrzypcach już w wieku 6 lat(!). I to słychać na płycie. Oprócz elektronicznych, eklektycznych brzmień, wkręcających beatów z ciepłym basem, w utworach pojawia się cała gama żywych instrumentów dętych, klawiszowych i strunowych. Dlatego dla mnie fragmentOrchestra jest takim ciekawym tworem. Sama nazwa z perspektywy muzycznej – już nam dużo mówi. Taka orkiestra składająca się z całego mnóstwa fragmentów bez kategoryzowania i kompleksów klasycznych żywych brzmień wobec elektroniki (i na odwrót). Polecam by odpocząć
Mój ulubiony numer to Metropolis. Podoba mi się jego prostota i zawsze słuchając mam wrażenie, że znajduję się w wielkiej metropolii, jadę metrem przemierzając aleję za aleją i świeci Słońce. Tak jak dziś
Do ciekawych instrumentalnie zaliczam Back Shop, który wg mnie jest esencją multiinstrumentalizmu na tej płycie.
Więcej o zespole: http://www.myspace.com/fragmentorchestra
Jaga Jazzist poznałem z kolei przeczesując zasoby wytwórni znanego Ninja Tune. Zastanawiało mnie jak można zgrać 10 osób na scenie, by to miało sens, by było określone, ciekawe, inne i nie przerośnięte formą. Udało się:
Stardust Hotel to mój ulubiony utwór z płyty What We Must pochodzącej z 2005 roku. Wcześniej w ich kompozycjach było sporo elektroniki, a na WWM postawili na żywe instrumenty. Stardust Hotel to dla mnie podróż do hotelu, który nie istnieje, znajdującego się w niebiesko-purpurowych chmurach, w malowniczej krainie, gdzie nie ma miejsca na zmartwienia. Norwedzy malują muzyką. Nie da się tego określić słowami. Ich muzyka jest nieprzewidywalna i bardzo zmienna, tajemnicza i ciepła. Przesłuchując kolejne utwory z płyty, jeśli tylko otworzysz się na to, co chcą Ci dać, możesz przeżyć niepokojącą, ale wciągającą przygodę z dźwiękiem. Ta przestrzeń pozwala naprawdę odlecieć.
Więcej o Jaga Jazzist: http://www.myspace.com/jagajazzist
Już kiedyś to powiedziałem, powtórzę także teraz – w Skandynawii jest przyszłość muzyki. Mam nadzieję, że kiedyś będzie dane mi zobaczyć JJ na żywo. Może nawet w Krakowie.
Leniwej niedzieli życzę
Podobne wpisy:
