Muzyka to bardzo ważny aspekt mojego życia. Talenty muzyczne odkrył we mnie w zamierzchłych czasach nieżyjący już Stanisław Steczkowski w moim rodzinnym mieście – Stalowej Woli. Dzięki niemu dowiedziałem się co to jest dźwięk, co to jest dźwięk, który można wydobyć z siebie i jak nad nim panować. Próby chóru „Cantus” dostarczały mi wiele emocji. Od złych po najlepsze – muzyka sakralna jest czymś niedoścignionym, zwłaszcza jeśli „opowiadana” jest za pomocą chłopięcego głosu.

Oprócz zajęć chóralnych niezapomniane były również zajęcia z muzyki z Panią Danutą Steczkowską, a później z jej córką – Panią Agatą Steczkowską. Pamiętam wiele zwrotek zapomnianych już pieśni folkowych, góralskich kolęd i innych wytworów muzycznych cechujących naszą typowo polską kulturę. Wszystko dzięki lekcjom muzyki i przesłaniu, jakie im towarzyszyło: znaj młody Polaku swoją kulturę i korzenie!

W ostatnich latach szkoły średniej wspólnie z Bartkiem Walczakiem, Jurkiem Butrynem i Witkiem Haliniakiem założyliśmy kwartet głosów męskich „Quatuori Virinorus”. Opiekę merytoryczną nad zespołem objęła Agata Steczkowska i dzięki naszej wspólnej pracy mogliśmy cieszyć się koncertami w Polsce i za granicą. Niestety płynący czas nie był dla nas łaskawy. Każdy z członków kwartetu rozpoczął własną historię na studiach w różnych miastach: Warszawa, Wrocław i Kraków. Wspomnienia pozostały, głos także :)

Miałem też drobny epizod w orkiestrze dętej. Do dziś żałuję, że zrezygnowałem z gry na trąbce, ponieważ być może dziś byłbym całkiem niezłym trębaczem. Grałem na alcie, a później na saksofonie tenorowym i barytonowym. Brak czasu spowodował, że ostatnim instrumentem, który dostał się w moje ręce był… bęben, po czym skupiłem się na inwestycji w głos.

Dziś muzyki przede wszystkim słucham. Nie dzielę jej na gatunki, ponieważ uważam, że jeśli ktoś ją dzieli – niewiele o niej wie . Muzyka może być tylko dobra lub zła, ambitna lub prosta. Wydaje mi się, że w muzyce nie ma środka, a talent wcale nie jest gwarantem sukcesu. Praca, praca i jeszcze raz praca nie jest domeną zdolnych leniwców, stąd często spotykany paradoks – pracowici, ale mniej zdolni dochodzą dalej i wyżej, natomiast utalentowani trwonią swój czas i energię na zupełnie niepotrzebne sprawy. Nie pisałbym o tym na tyle dosadnie, gdyby nie fakt, że mogę takie sytuacje obserwować dzięki temu, iż organizuję koncerty i prowadzę audycje.

Ale to już temat na na inną stronę.