No i dopadł także mnie, nasz wspólny wróg – cholesterol. Niby jestem jeszcze przed 30stką, niby jestem zdrowy, a tu przy badaniach okresowych – klops!
„Wyrok” doktora zabrzmiał złowrogo: Wszystkie współczynniki cholesterolowe ma Pan albo za niskie, albo za wysokie, dlatego przechodzi Pan od dziś na dietę.
Nie chciałem, ale niestety… mam. Moje szybkie życie, nieprzespane noce, częste picie alkoholu nawet w małych ilościach to sprawiło. Kultowa frytura z białym + posejdon czy zapiekanka z indykiem z dużą ilością białego też. W zamian za to dostałem całą stertę ulotek, których tytuły także nie są pocieszające: Walcz z miażdżycą, Nie dopuść do zawału serca… No ogólnie rzecz biorąc – przykra rzecz, jednakże w tej mojej makulaturze można znaleźć wiele ciekawych informacji, które paradoksalnie wzajemnie się wykluczają.
Pytanie na ten niedzielny dzionek brzmi: kto pisze te ulotki i dlaczego nikt nie weryfikuje ich treści?









