Ostatnio zajrzałem do Kominka, a dokładnie przeczytałem tekst Quo Vadis, Blogerze? Ciekawe spojrzenie i dużo cennych rad, które pomogły mi zrozumieć, po co w ogóle zajmuję się tym tworem jakim jest DMB. Co wyjdzie w z moich wniosków – przekonamy się wkrótce, jednak pewna sprawa ukłuła mnie we wpisie Kominka. Reklamy.

Osobiście nie mam nic do reklam w internecie, tym bardziej, że to dzięki nim możemy patrzeć na dynamicznie rozwijającą się gałązkę marketingu. Jest taniej, skuteczniej, są proste narzędzia i w gruncie rzeczy można samemu przy minimalnym nakładzie pracy zrobić sobie kampanię reklamową. Teraz pytanie: po jaką cholerę ładować w bloga świecidełka i reklamy? Odpowiedź jest prosta – dla kasy. I jak jakiś drobny bloger wrzuci sobie jakiś Google Adsense, czy inny AdKontekst, to jeszcze jestem mu w stanie wybaczyć. Najczęściej blog to dla niego forma rozrywki, a za rozrywkę raczej nie powinno się płacić. Więc bloger zarabia na domenę i serwer.

Ale taki Kominek? Zwyczajnie trzepie kapuchę i nic by w tym złego nie było, gdyby nie te ochy i achy, jak to inteligentne teksty pojawiają się na jego blogu, jaka tam panuje atmosfera i że jak się wejdzie, to się nie wychodzi, jest jak w domu. Bleeeh! Do porzygu. Czy ktokolwiek z tych biednych ludzi, którzy to piszą zadał sobie pytanie ile jest tekstów sponsorowanych na takich blogach? Ile jest zdań, których zadaniem jest utorować odpowiednio myślenie? To nie są zarzuty, to są tylko moje domysły, które powodują, że mimo całej pracy dla dobra ludzkości (którą Kominek nazywa „pieszczotliwie” plebsem…), ta osoba dużo traci przestając być w 100% wiarygodną.

Nikt nie jest bez grzechu, więc nie rzucam kamieniami, ale nienawidzę ściemy. Dlatego temu „plebsowi” to Kominek powinien podziękować, że generuje mu ruch na stronie, pozwala zarabiać i jeszcze dodatkowo rozkręcać ego jego inteligencji.

Dobranoc i… powodzenia w budowaniu chatki tam, gdzie już dawno hula wielki kompleks.

Brak podobnych wpisów.