Oglądałem ostatnio polski film pt. Sala samobójców, a później byłem na koncercie Dir En Grey. Minęło parę dni, ale to, co zobaczyłem w filmie okazało się w miarę wiernym zwierciadłem rzeczywistości.
Sala samobójców opowiada o Dominiku, maturzyście, który niezauważany przez swoich rodziców, nieakceptowany przez rówieśników z bananowymi uśmiechami ucieka. Ucieczka to klasyka – internet. Tam poznaje Sylwię, która siedzi zamknięta w swoim pokoju od trzech lat. I tu zaczyna się historia, którą spokojnie można obejrzeć w kinie.
Dominik jest „emo” (właściwie to nie wiem, czemu piszę to w cudzysłowie, bo przecież aktualnie to słowo zrosło się z językiem polskim na tyle, że jest standardem…). Choć z bogatej rodziny, choć inteligentny i oczytany, choć całkiem przystojny, to czegoś mu brakuje i potrzebuje wypełnić pustkę, ukoić ból istnienia, zwłaszcza, że jest zagubiony, a wokół brak pomocy.
Tyle o filmie. Teraz o koncercie. Dir En Grey wygląda i brzmi tak:
Porównanie jest zbędne, bo każdy średnio inteligentny człowiek dostrzeże podobieństwo. Zauważyłem jednak, że Sala samobójców tak dobrze oddaje ducha i klimat aktualnych emo, że gdy zobaczyłem te tłumy, które przyszły na koncert Dir, wypicowani, kolorowi, pachnący (mimo tego, że mnóstwo osób przyjechało z całej Polski, a nawet Czech i Litwy!), kulturalni – zwątpiłem, ale i zastanowiłem się trochę w jakim świecie żyjemy.
Ja miałem hip-hop, chodziłem w szerokich spodniach, zapuściłem afro, ta kultura mnie wychowywała, mimo tego, że nie przesiąkałem nią do końca. Moi starzy mieli punków, metali, dyskomułów i skinheadów. Dziś dzieciaki mają emo. To znak czasu, którego nie rozumiem, choć zauważam, co może być przyczyną uciekania w tę muzę, w takie klimaty, w second life w internecie. Strach, pustka i agresja. Łatwiej ją wyrzucić z siebie, gdy można się gdzieś wyżyć, ale od dzieciaków wymaga się teraz więcej (bo przecież tyle agresji wokół). Są wykształcone, znają języki, mają dobrobyt w marketach, galeriach, multiplexach, facebookach i innych badziewiach naszych czasów. Mają dostęp do wszystkiego, a mimo to pojawia się strach, pustka i agresja.
Sala samobójców podejmuje temat, ale nie odpowiada bezpośrednio na pytanie jak żyć i wychowywać dzieciaki, nawet powiedziałbym, że go nie stawia. Bardziej opisuje naszą niestety niekolorową rzeczywistość, w sposób dosadny, ale nie wprost. Dlatego uważam ten film za jeden z lepszych ostatnio nakręconych w Polsce i polecam go obejrzeć: dziadkom, rodzicom i dzieciakom. Każdy znajdzie tam trochę prawdy o sobie, z której sobie zupełnie nie zdaje sprawy (dlatego dzieciak będzie zaczarowany przez muzykę Dir En Grey i za wszelką cenę pójdzie na koncert, a rodzice nawet nie wiedząc o czym śpiewają nasi bracia Japończycy, chętnie puszczą swoją latorośl, by zażywała świata i wyszalała się, bo oni tak nie mogli).
Ważne jednak, by dowiedzieć się w porę, nim będzie za późno.
Podobne wpisy:

a ja myslalam, ze emo to juz przeszlosc…? moze dlatego, ze ich nie wypatruje, ale jakos emowiakow na ulicy od jakiegos czasu nie dostrzegam. film i tak obejrze, bo slysze o nim juz od roku. choc przyznam szczerze, ze gdyby nie te wszystkie pozytywy ktore na temat filmu slysze, to po samym streszczeniu nigdy bym nie zgadla, ze to czegos warte…
Wiesz, najlepiej jest jednak oceniać książkę po czytaniu, a nie po okładce
Może się okazać, że sposób przedstawienia tematu Ci się nie spodoba, ale sam temat wg mnie póki co w polskiej kinematografii i literaturze na pewno nie został jeszcze wyczerpany.
PS
Oglądałaś już?
Nie rozumiem podobieństwa między Salą Samobójców, a muzyką Dir en grey. To są dwie zupełnie inne kultury. W Polsce fani wymienionego zespołu nie należą do tzw. „emo”, dlatego uważam, że czasami nie warto używać pewnych porównań, jeśli się nie ma wystarczającej wiedzy na jakiś temat:)
Ja polecam jednak czytać ze zrozumieniem, bo pointą tego wpisu nie było porównanie Dominika z Sali z muzyka Dir En Grey. Ale żeby tam znowu kultury? Jest coś takiego jak kultura fanów Dir En Grey?
Widziałem na własne oczy i rozmawiałem z tymi dzieciakami, więc kulturalni to oni są, i z dobrych domów, ale z tworzeniem jakiejkolwiek kultury nie ma to nic wspólnego.